niedziela, 13 stycznia 2013

Przyjęcie w Transylwanii


(…) Wieczorem przyszło rozstać się z miłymi mieszkańcami. Mając sporo zaoszczędzonych pieniędzy, których na nic wcześniej nie wydawałem, postanowiłem pojechać do pensjonatu, którego reklamę dostarczono mi na jednym z parkingów. Pojechałem do Vamy, miejscowości znajdującej się po drugiej stronie górskiego pasma, które tego dnia obchodziłem. Tam wśród nędznych chałup i zagród trafiłem do posiadłości robiącej wrażenie przeniesionej z pól i łąk Toskanii lub może raczej podalpejskiej Prowansji. 


Latem zioła z pobliskich łąk zapewne przesłaniały, swoim aromatem, przykry zapach doskwierający goszczącym tu w kwietniu podróżnym. Rozsiane dookoła chałupy pozbawione były kanalizacji, za to pełne świń, kaczek i innej chudoby. Przepych  rezydencji tym bardziej był widoczny, im mocniej kontrastowała ona z otoczeniem. Dodatkowo podkreślały go serwowane w niej potrawy. Wódki były tylko swojskie, wśród nich prym wiodła palinka, była też wiliamowka z gruszek, jabłkowy calvados leżakowany lat 16 w dębowych beczkach i szeroki wybór nalewek. Wina były nie tylko z Romanii. Jako przekąski polecano ozory jelenie i języczki z kozłów podawane z chrzanem. Kozioł dzikiej kozy zachwalany był jako marynowany w tylko tutaj znany sposób. Serek utarty z głuszca podany w kremie z rydzów. Po przekąskach, miejscowe ciorby w szerokim asortymencie; od de burty z flaczków wołowych, przez taranescę ze sztuką cielęciny, po pirisoarę z mięsno ryżowymi kulkami pływającymi wśród warzyw. Do wszystkiego kilkanaście rodzajów papryki. Po nich można było zjeść zająca, potem trzy rodzaje pasztetów z kaczek, w dyni był ponoć najlepszy. Cierpliwym podane mogły być małe ptaszki, zapewne drozdy, zawinięte w kapuściane liście. Najważniejsza jednak, jak zapewniała gospodyni, była sztuka mięsa: „U nas to musi być dzik”, powiedziawszy to zaprowadziła mnie na podwórze. Tam oprawiany był olbrzymi odyniec. Może bym go nie rozpoznał, gdyby nie to, co mi powiedziano na jego temat. Otóż, jak poinformowała mnie miła gospodyni,  trzeba było to zwierzę zabić dzisiejszego przedpołudnia.

Michał KruszonaRumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła”

4 komentarze :

  1. z tymi przepisami to bracie radze ci stąpaj po ziemi---- stanowczo za dużo tych egzotycznych komponentów

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do Rumunii - tam wszystko jest możliwe!!!
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  3. podaj namiar na ten pensjonat w Vamie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to było 13 lat temu, ale była to chyba ...CASA LUCREŢIA

      Usuń